Trzęsinie ziemi w Polsce

T
30 listopada 2016, 10:00

Trzech górników nie żyje, a pięciu jest nadal poszukiwanych po silnym wstrząsie, do jakiego doszło we wtorek późnym wieczorem w należącej do KGHM kopalni Rudna w Polkowicach (woj. dolnośląskie).

Trzęsinie ziemi w Polsce

W strefie zagrożenia pracowało 30 osób. Większość udało się ewakuować. Dziewięciu poszkodowanych zabrano do szpitali. Trwają poszukiwania uwięzionych pod gruzami. Zlokalizowano już ich nadajniki.

We wtorek, ok. 21.10 w kopalni Rudna w Polkowicach zatrzęsła się ziemia. Wstrząsy były odczuwalne nawet m.in. w oddalonym o ok. 20 km Głogowie. - To była tzw. górnicza ósemka, a wstrząs miał miejsce na głębokości ok. 2 km - mówi nam mówi Jolanta Piątek, rzeczniczka KGHM Polska Miedź.

Trzęsinie ziemi w Polsce

Pierwotnie zakładano, że w strefie zagrożenia jest 17 osób, ale okazało się, że wstrząs objął dużo większą strefę. Bezpośrednio zagrożonych było 30 pracowników. Po północy rzeczniczka KGHM Polska Miedź Jolanta Piątek poinformowała o śmierci jednego z pracowników kopalni (zmarł po wywiezieniu na powierzchnię) i ewakuacji ze strefy zagrożenia 24 osób. Dziewięciu poszkodowanych trafiło do szpitali z urazami głowy, kręgosłupa oraz kończyn. Czterech po zbadaniu i opatrzeniu zostało wypisanych do domu.

Po godzinie 2.00 przedstawiciele władz KGHM podali, że pod ziemią znaleziono ciało kolejnego górnika, który zmarł na miejscu oraz że trwają poszukiwania sześciu osób. To górnicy i mechanicy. Znajdują się ponad kilometr pod ziemią, w jednym z najgłębszych miejsc wydobycia. Z poszukiwanymi nie ma kontaktu. Udało się zlokalizować ich nadajniki, ale nie jest pewne, czy mają je wciąż przy sobie. Od wtorku trwa akcja ratownicza, w której bierze udział 13 zastępów Jednostki Ratownictwa Górniczo-Hutniczego. Warunki są bardzo trudne, ponieważ wstrząs wywołał ogromne zniszczenia.

Mamę jednego z zasypanych górników spotkaliśmy na głogowskim SORze. - Mój syn jak zawsze wyszedł do pracy o godzinie 17.00. Kiedy kładłam się spać, usłyszałam syreny i coś mnie zaniepokoiło. Po 20 minutach zobaczyłam w telewizji informację o wstrząsie - opowiada reporterowi Fakt24.pl. - Mąż od razu pojechał na miejsce, a ja tutaj, do szpitala, bo nie wytrzymałabym sama w domu - dodaje. Nie doczekała się jednak wydobycia syna spod gruzów.

Jak mówi rzeczniczka KGHM, trudno powiedzieć, kiedy uda się dotrzeć do zasypanych mężczyzn. - To był wstrząs o ogromnej sile. Ratownicy muszą się przebić przez zawał i dodatkowo usunąć ciężki sprzęt, który znajdował się w tym miejscu. A ponieważ spodziewają się zastać żywych ludzi, muszą to robić bardzo ostrożnie. Dlatego czas takiej akcji jest trudny do określenia - wyjaśnia Jolanta Piątek w rozmowie z Fakt24.pl. Zaprzecza też informacjom, jakoby udało się nawiązać kontakt z dwoma z zasypanych górników.

Po godzinie 10.00 w środę ratownicy wydobyli ciało kolejnego pracownika kopalni. To trzecia ofiara śmiertelna. Ratownicy zlokalizowali już kolejnego górnika. Miejsce pobytu pozostałych czterech nadal nie jest znane. Ratownicy muszą ręcznie przekopywać się przez gruzowisko.

Jak mówi prezes KGHM Polska Miedź S.A., Radosław Domagalski-Łabędzki wstrząs wystąpił zupełnie nieoczekiwanie w miejscu, które było uważane za średnio niebezpieczne. Z powodu tragedii ogłosił czterodniową żałobę. Odwołana zostaje część uroczystości barbórkowych: karczmy piwne, combry babskie oraz Pochód Lisa Majora. Specjaliści z Wyższego Urzędu Górniczego w ramach powołanej komisji wyjaśnią teraz wszystkie okoliczności tragedii.

Źródło - Fakt.pl