When you browse on this site, cookies collect data to enhance your experience and personalize the content and advertising you see.
Visit our Privacy Policy to learn more. By continuing to use the site, you agree to this use of cookies and data.

Czy w Polsce grozi nam dramat jak w Czechach?

T
5 czerwca 2013, 14:03

Już od prawie tygodnia szaleją nad Polską wichury, burze z gradem i nawałnice. Łamią drzewa, zatapiają ulice i piwnice, pozbawiają ludzi prądu. Takiego dramatu jak w Czechach jednak nie będzie. Sąsiedzi nie zaleją nas też wodą ze swych zbiorników retencyjnych.

Czy w Polsce grozi nam dramat jak w Czechach?

Wielka woda – w czeskim pojęciu – Polsce nie zagraża. To jedyna dobra wiadomość. Bo jak inaczej pocieszyć ludzi odciętych od świata, którym domy i piwnice zalała woda, na samochody pospadały drzewa... Tak jest i jeszcze będzie – ostrzega komendant główny straży pożarnej gen. Wiesław Leśniakiewicz.

Najgorzej jest w centrum kraju (Mazowsze i Łódzkie), na Dolnym Śląsku i w Małopolsce. W ciągu ostatnich pięciu dni intensywnych i gwałtownych opadów strażacy musieli wyjeżdżać na pomoc ludziom aż 4007 razy – donosi tvn24.pl. Najwięcej, bo aż 350 w Łódzkiem, 200 w Małopolsce i na Mazowszu. Strażacy musieli zabezpieczać przed zawaleniem zalane domy, usuwać z dróg połamane drzewa czy umacniać wały.

W wielu miejscach na Dolnym Śląsku przekroczone były stany alarmowe na małych rzekach, a wały przeciekały (choć na szczęście wody nie było tak dużo, by się przez nie przelewała). W niektórych miejscach wody zalewały drogi i piwnice oraz partery domów. Problemem były też zwalone drzewa, bowiem wichury – choć często trwały zaledwie kilka-kilkanaście minut) były bardzo silne. Wiatr dochodził nawet do 90 km na godzinę. W powiecie miechowskim w Małopolsce uszkodzony został nawet most, tam też ewakuowano 30 osób.

Najgorsze już chyba jednak za nami. Sytuacja się stabilizuje – obiecuje komendant główny straży pożarnej.

Źródło - sabibon.info

Słowa kluczowe: